Fu — Showgeszeft song lyrics and translation
The page contains the lyrics and English translation of the song "Showgeszeft" by Fu.
Lyrics
Pierdolony showgeszeft
Napędzane show białych kresek
Każdy myśli tylko o tym, żeby napchać kieszeń
Pierdolony showgeszeft
Nie daj się wkręcić (Nie daj)
Jebany showgeszeft, pierdol go
Z każdej strony atakują skurwysyny
Finansowe rekiny centralnie na czyjejś pracy chcą przyciąć
Zagarnąć jak najwięcej dla siebie, to ich specjalność
Jak największa sprzedaż, nie oglądalność
Nie dla nas scena sławy, popularność, setki wywiadów
Rekordowa ilość nakładów egzemplarzy, to się nie wydarzy
Los tych się waży, którym showgeszeft się marzy
Ktoś źle kojarzy, postępuje nierozsądnie, dosłownie
Tkwi po uszy w gównie, jeszcze nie wiem
Z czasem będzie coraz trudniej z tym żyć, w spokoju chodzić po ulicy
Niby jak, skoro wszędzie krążą już fanatycy
Żądni sensacji, paparazzi po szczególe
Macki ośmiornicy się wiją i ci zawsze żyją czyimś kosztem
Człowieku wstydu oszczędź, zaprzestań
Pierdolony showgeszeft
Przeważnie, nikt nie bierze nas na poważnie
To bardzo nierozważnie, ktoś tu zachowuje się niepoważnie
Hip-hop rządzi się własnymi prawami
Nie liczysz się z nim, nie liczysz się z nami, ze słowami
Pamiętaj, nie mówiąc wszystko, dla nas to normalne
Może dla niektórych niewytłumaczalne zjawisko
Czy upadniesz za nisko? (Za nisko)
Pierdolony showgeszeft
Ty, kurwo, słuchaj, Ty nie wiesz jakie jest moje życie
Kurwo, za moje rymy obżerasz się, kwiczysz jak często żyję na kredycie
Elo, to moje bycie, posłuchaj koleżko
Ty nie wiesz, jak naprawdę jest tam ciężko
A Ty zapierdalasz ze swoją ładną teczką
Popołudnia spędzasz, jesz obiady ze swoją podrabianą
O Panie Boże! Takich ludzi nienawidzę
Przecież oddycham tym samym powietrzem
To ten sam tlen, człowiek ten
Gustuje w garniturach Pierre Cardin
Procentowy udział w zysku CD, niezły przewał tego efekt
To człowiek interesu, jebany showgeszeft
Marnego losu życia nigdy nie przeszedł
Muzyka H i H, na szczęście jak moneta
Stawiam wszystko na to, to ostatni sen
Lśniące logo Z.I.P., wielkie Z, Fu, Szu
Reprezent, wiem, wytłumacz mi, jak masz z tego procent
Kurwo, siedzisz na zebraniach w biurze w garniturze
Masz sekretarkę, która robi wszystko, mówiąc «służę»
Jesteś na górze, my dla Ciebie produkt
Żeby firma miała lepszy obrót
Liczy się dochód, nie chcę promować składów, nie chcę wywiadów
Nie chcę nabijać kota, następne kluby pedałów
Nie chcę choerografów
Ty najchętniej byś pierdolnął nam trochę make-up'u, buraku
Małolaty głodne są prawdy, pierdolą mega-gwiazdy
Tutaj beton, nie palmy, Sokół chłopak normalny
Przeobrażenia zero przed kamerą
Nieważne, czy W Witrynach czy z Ziperą
Showgeszeft pierdolę jak Felipe i Mieron, z Tobą trzeba na terror
Nie zmącisz nam w głowach, łatwo się zorientować
Funky PedoFilona spróbuj dalej lansować
Pierdolony showgeszeft, many, many, pieprzę biznes
Farmazon prezes, to dla Ciebie stres
Kurwa, nie przeginam
We mnie wielka złość, dlaczego przeklinam
Takie sławy omijam, bananowe zoo
w tym palce maczał Szatan
Wszelkich morałów i zasad utrata fałszywa szmata
Za niespłacone długi czeka krata albo rata
czym chata bogata
dobra tratata propaganda, biurokractwo
A ten utwór to lekarstwo
Pod wpływem tego giń, zdradliwa warstwo
Tu chce każdy dobrze żyć, nieważne bogactwo
Chcesz alternatywy, to masz to
W showbiznesie liczą się tylko zyski
A kukły przepalają swe pryski
Bo flota w oczach, liczą przesłe kilogramy złota
Kolejny zaślepiony się mota
Myślisz, że odjebał niezły
A to na nim poszły kanty
Był interes do zrobienia, różne warianty
Ciężki blat w błoto, w teledysku high tech
Nakarmi konto, władcy marionetek
Wieczorem do gibona brak bletek
Nigdy nie pożre mnie geszeft
Nie napędzam się siłą białych kresek
Imprezy z pompą, garniaki, bon ton
Nie dla mas, niby high class, a naprawdę sztuczność, gwiazdorstwo
Kiepskie aktorstwo, a jakość
Gdzie tu kurwa nowatorstwo, czy jakość?
ploty, famy, fanki zaczepy szukają
Jebane psy z bramki, pokażę obojętność
By nie dać się wykorzystać z Twoich usług geszeft
Będzie chciał skorzystać do końca, aż obrócisz się w marny pył
ZIP zostanie jakim był, od początku…
Lyrics translation
Fucking showgeshaft
Powered by a show of white lines
Everyone's only thinking about stuffing their pocket
Fucking showgeshaft
Don't let me get you in (Don't let me in))
Fucking showgeshaft, fuck him
All sides are attacking the motherfuckers.
Financial sharks centrally on someone's job want to trim
Make the most of it for themselves, that's their specialty.
Like-for-like sales, not ratings
Not for us fame, popularity, hundreds of interviews
Record number of copies, it's not going to happen
The fate of those weighing on whom showgeshift dreams
Someone misreading, acting unreasonable, literally
He's in deep shit, I don't know yet.
As time goes on, it's going to get harder and harder to live with it, to walk the streets in peace.
How is that, when there are fanatics everywhere?
Sensationalists, paparazzi after details
Octopus tentacles wriggle and they always live at someone else's expense
Man of shame save, stop
Fucking showgeshaft
Mostly, nobody takes us seriously.
It's very reckless, someone's acting frivolous.
Hip-hop rules its own laws
You don't count with him, you don't count with us, with words
Remember, without saying anything, it's normal for us.
Perhaps an inexplicable phenomenon for some
Will you fall too low? (Too low)
Fucking showgeshaft
You whore, listen, you don't know what my life is like
Bitch, for my rhymes, you're gobsmacking, squealing how often I live on chalk.
Elo, this is my being, Listen, buddy.
You don't know how hard it really is out there.
And you're fucking with your nice briefcase.
You spend your afternoons eating dinner with your fake one
Oh, My God! I hate people like that.
I'm breathing the same air.
It's the same oxygen, the man
Suits by Pierre Cardin
A percentage of CD's profit, quite a knock-on effect
He's a business man, a fucking showgeshaft.
Life's miserable fate never passed
H & H music, fortunately like a coin
I bet everything on it, it's the last dream.
Shiny Z. I. P. logo, Big Z, Fu, Shu
Reprezent, I know, explain to me how you get a percentage of it.
Bitch, you're sitting at meetings in your office in a suit.
You have a secretary who does everything, saying, " I serve.»
You're up there, we're up there for you.
To make the company more profitable
I don't want to promote bands, I don't want interviews.
I don't want to poke fun at the cat, the next fag clubs
I don't want choerograms
You'd rather fuck us with some make-up, beet.
Kids are hungry for the truth, fucking mega-stars
Here concrete, not palm trees, Falcon boy normal
Transformations zero in front of the camera
It doesn't matter if you're on a website or with a Ziper
The showgeshaft, like Felipe and Mieron, takes on terror
You're not going to mess with our heads, it's easy to see.
Funky pedophile try to keep going
Fucking showgeshift, many, many, fuck business
It's stressful for you.
Fuck, I'm not pushing it.
There's a lot of anger in me, why I swear
Such celebrities I miss, banana zoo
that's what Satan got his fingers in.
All the morals and rules of losing a false rag
Unpaid debts face a grate or instalment
what a rich house
good propaganda, bureaucracy
And this song is the cure
Under the influence of this die, a treacherous layer
This is where everyone wants to live well, never mind wealth.
You want an alternative, you have this
Show business is all about profits
And the dummies burn their dummies
Because fleet in sight, they count gold
Another blinded mota
You think he's fucked up.
And that's where the Kants came in.
There was business to do, different options
Heavy mud, in a high tech music video
The feeders, puppet masters
Evening to Gibbon no blanks
I will never be devoured by gesheft
I'm not driven by the power of white lines.
Pump parties, suits, bon ton
Not for the masses, supposedly high class, but really artifice, stardom
Poor acting and quality
Where the fuck is innovation or quality?
rumors, FAMAS, fans
Fucking dogs from the gate, I'll show indifference
Not to be taken advantage of by your services gesheft
He'll want to use it until you turn to dust.
ZIP will be what he was, from the beginning…